No i mamy jesień. Nie ma czasu na nudę - ciągle coś się dzieje. Urodzaj w ogrodzie, urodzaj w sadzie. 3 naleweczki zrobione - z wiśni, jeżyn oraz malin. A ponieważ nie wiedzieliśmy już co robić z winogronami, to postanowiliśmy zrobić pierwszy raz domowe wino. Zerwaliśmy 20 kg winogron i podeszliśmy do tego z istnym profesjonalizmem. Godziny spędzone na Google, choć co prawda naruszyliśmy pewne reguły np. deptanie stopami zastąpiliśmy dukaniem za pomocą dukaczki do ziemniaków. Zalaliśmy wodą z cukrem i czekamy co z tego będzie. Oby nie wybuchło :) Za nami także pierwsze jesienne grzybobranie. W zeszłym tygodniu pojechałam z tatą tylko na mały rekonesans do lasu, sprawdzić czy w ogóle są grzyby, a wróciliśmy z dwoma wielkimi wiadrami podgrzybków. Zbieranie jest fajne ale najgorsze jest potem czyszczenie, krojenie, suszenie.. Roboty dużo ale, gdy zje się taki krem z podgrzybków, który zaraz wam pokażę - to naprawdę warto się najpierw trochę pomęczyć ;) Suszone grzyby królują u nas cały rok - dodajemy je do sosów, do krokietów czy pierogów z kapustą. Wczoraj postanowiłam wykorzystać nasze zbiory w nieco inny sposób. I tak powstał krem z suszonych podgrzybków. Coś pysznego - zniknęło dosłownie w 10 minut. Celowo posmakowałam zupę dopiero, gdy zmiksowałam ją blenderem. Byłam strasznie ciekawa co z tego wyjdzie. I nie ukrywam: smak mnie olśnił. Musicie koniecznie wypróbować!
2. Pieczarki obieramy, każdą kroimy na 2 części. Kroimy cebulę w kostkę. Jak zwykle nie za drobno (nie ma co się przemęczać i tak blender się z tym pięknie rozprawi).
3. Rozgrzewamy olej na patelni i wrzucić pieczarki z cebulą. Wyciskamy czosnek. Smażymy ok. 10 minut, mieszając co jakiś czas.
4. Wlewamy do dużego garnka wodę (ok. 1,5 l). Dodajemy do niej kostki rosołowe, 3-4 ziarenka ziela angielskiego i 3 liście laurowe. Czekamy, aż się zagotuje.
5. Podsmażone pieczarki i cebulę wsypujemy do gotującego się bulionu. Dodajemy do niego także nasze rozmoczone prędzej grzyby oraz ok. 0,5 l wody, w której moczyliśmy grzyby.Gotujemy przez ok. 20 minut i zdejmujemy z gazu, by trochę ostygła.
6. Blenderujemy dokładnie. Jednak zanim to zrobimy, należy wyłowić ziele angielskie i liście laurowe. (Raz przez przypadek zblenderowałam w zupie 4 ziarnka ziela angielskiego. Nawet amatorzy ostrych dań wymiękli!).
7. Dodajemy śmietankę i mieszamy. I w zależności jaką gęstość chcemy uzyskać - możemy rozrzedzić krem dodając pozostałą wodę od moczenia grzybów lub nie dodawać już nic. Im więcej dodamy tego wywaru z grzybów, tym zupa będzie miała bardziej intensywny smak grzybów.
8. Doprawiamy: solą, pieprzem, pieprzem ziołowym.
9. Podajemy, posypując natką pietruszki.

Ale nam się tu pięknie zrobiło... no no no! Czekam jeszcze aż mnie dodasz do obserwowanych blogów :)