skip to main | skip to sidebar

Pages

  • Strona główna

kulinarne czary Mary

"Niosę ci jeżyn kosz. Na pociechę - jedz!"

09:43 | Publish by Mara

To chyba debiut na tym blogu jeśli chodzi o kategorię deserową. Często zamiast ciast, goście w naszym domu dostają deser w pucharku. Najczęściej robimy je z mamą zupełnie spontanicznie, z tego co mamy w lodówce lub na ogródku. Jednym z takich przysmaków jest sałatka owocowa. Jest to naprawdę pyszny deser. Nie znam nikogo, komu by on nie smakował.  Fajna alternatywa dla zagniatania, ubijania, miksowania i doglądania czy coś nam się nie przypiecze lub nie dopiecze. Jedno jest pewne: to musi się udać ;)

Potrzebujemy:
- 5 bananów
- puszka z brzoskwiniami
- 2 garście rodzynek
- 3-4 łyżki miodu
- 200 ml jogurtu naturalnego
- ok. 100 ml whisky
 - inne owoce (W tej wersji użyłam malin i jeżyn z naszego ogródka. Zimą, gdy nie mamy takich owoców - używamy suszonych śliwek. Można także dodać gruszkę, ananas z puszki lub świeży, winogrona.

 

1. Kroimy owoce np. brzoskwinię, ananas, gruszkę, winogrona na większe kawałki . Mniejsze owoce wrzucamy do sałatki w całości (np. maliny, jeżyny, poziomki). 
2. Dorzucamy rodzynki i/lub suszone śliwki.
3. Owoce zalewamy whisky. Mieszamy.
4. Następnie robimy sos z jogurtu naturalnego i miodu. Dodajemy stopniowo miód do jogurtu i mieszadełkiem mieszamy, aż uzyskamy jednolitą masę, bez grudek. Wlewamy powstały sos do sałatki.
5. Delikatnie mieszamy no i gotowe :)

Etykiety: deser owocowy, owoce, sałatka owocowa 0 komentarze

Zupa krem z podgrzybków

12:57 | Publish by Mara

No i mamy jesień. Nie ma czasu na nudę - ciągle coś się dzieje. Urodzaj w ogrodzie, urodzaj w sadzie. 3 naleweczki zrobione - z wiśni, jeżyn oraz malin. A ponieważ nie wiedzieliśmy już co robić z winogronami, to postanowiliśmy zrobić pierwszy raz domowe wino. Zerwaliśmy 20 kg winogron i podeszliśmy do tego z istnym profesjonalizmem. Godziny spędzone na Google, choć co prawda naruszyliśmy pewne reguły np. deptanie stopami zastąpiliśmy dukaniem za pomocą dukaczki do ziemniaków. Zalaliśmy wodą z cukrem i czekamy co z tego będzie. Oby nie wybuchło :) Za nami także pierwsze jesienne grzybobranie. W zeszłym tygodniu pojechałam z tatą tylko na mały rekonesans do lasu, sprawdzić czy w ogóle są grzyby, a wróciliśmy z dwoma wielkimi wiadrami podgrzybków. Zbieranie jest fajne ale najgorsze jest potem czyszczenie, krojenie, suszenie.. Roboty dużo ale, gdy zje się taki krem z podgrzybków, który zaraz wam pokażę - to naprawdę warto się najpierw trochę pomęczyć ;) Suszone grzyby królują u nas cały rok - dodajemy je do sosów, do krokietów czy pierogów z kapustą. Wczoraj postanowiłam wykorzystać nasze zbiory w nieco inny sposób. I tak powstał krem z suszonych podgrzybków. Coś pysznego - zniknęło dosłownie w 10 minut. Celowo posmakowałam zupę dopiero, gdy zmiksowałam ją blenderem. Byłam strasznie ciekawa co z tego wyjdzie. I nie ukrywam: smak mnie olśnił. Musicie koniecznie wypróbować!

Żeby ugotować taki krem z podgrzybków, potrzebujemy:
- 2 szklanki suszonych grzybów
- 500 g pieczarek
- 2 duże cebule
- 3-4 ząbki czosnku
- natka pietruszki
- ok. 250-300 ml śmietanki do zup 18% (do zup i sosów np. z Mlekovity w kartoniku)
- pieprz, sól, pieprz ziołowy, liść laurowy, ziele angielskie
- 4 kostki rosołowe
- olej


1. Wsypujemy suszone grzyby do głębokiego naczynia i zalewamy je gorącą wodą. (Uwaga! Nie zalewać wrzątkiem - grzyby wtedy stwardnieją). Nie żałujemy wody bo będzie nam ona potrzebna do zupy. Musimy je zalać ok. 0,7-1 l wody. Grzyby powinny rozmaczać się ok. 30 minut.
2. Pieczarki obieramy, każdą kroimy na 2 części. Kroimy cebulę w kostkę. Jak zwykle nie za drobno (nie ma co się przemęczać i tak blender się z tym pięknie rozprawi).
3.  Rozgrzewamy olej na patelni i wrzucić pieczarki z cebulą. Wyciskamy czosnek. Smażymy ok. 10 minut, mieszając co jakiś czas.
4. Wlewamy do dużego garnka wodę (ok. 1,5 l). Dodajemy do niej kostki rosołowe, 3-4 ziarenka ziela angielskiego i 3 liście laurowe. Czekamy, aż się zagotuje.
5. Podsmażone pieczarki i cebulę wsypujemy do gotującego się bulionu. Dodajemy do niego także nasze rozmoczone prędzej grzyby oraz ok. 0,5 l wody, w której moczyliśmy grzyby.Gotujemy przez ok. 20 minut i zdejmujemy z gazu, by trochę ostygła.
6. Blenderujemy dokładnie. Jednak zanim to zrobimy, należy wyłowić ziele angielskie i liście laurowe. (Raz przez przypadek zblenderowałam w zupie 4 ziarnka ziela angielskiego. Nawet amatorzy ostrych dań wymiękli!).
7. Dodajemy śmietankę i mieszamy. I w zależności jaką gęstość chcemy uzyskać - możemy rozrzedzić krem dodając pozostałą wodę od moczenia grzybów lub nie dodawać już nic. Im więcej dodamy tego wywaru z grzybów, tym zupa będzie miała bardziej intensywny smak grzybów.
8. Doprawiamy: solą, pieprzem, pieprzem ziołowym.
9. Podajemy, posypując natką pietruszki.


Enjoy the happy life :)

Etykiety: babeczki, banan, biała czekolada, krem z grzybów, muffinki, muffiny bananowe, podgrzybki, zupa krem 1 komentarze

Adieu Frankfurt!

14:49 | Publish by Mara

Hej. Piszę do was po raz ostatni z Frankfurtu nad Odrą. Muszę przyznać, że to miasteczko ma naprawdę swój niepowtarzalny urok. Jest z jednej strony przytulne i w dzień bardzo spokojne, a z drugiej strony nowoczesne, wieczorami dość gwarne. Bardzo lubiłam idąc do pracy, obserwować nocne życie Niemców. Ludzie tutaj nie ważne, czy środa czy sobota - zbierają się ok. godziny 18 i siedzą na zewnątrz restauracji lub w ogródkach piwnych sącząc piwo, śmiejąc się i jedząc do nocy. Jest tutaj taka mała knajpka, która w menu ma tylko praktycznie same makarony w przeróżnych kombinacjach. Codziennie ją mijam, a zapachy kuszą. Swoją drogą kiedyś jadłam tam tagliatelle z brokułem w sosie z sera pleśniowego - było boskie. Dlatego znów zachciało mi się poeksperymentować w kuchni i stworzyć jakąś kombinację z makaronem (wiem, wiem, dużo tu makaronu. Niedługo się poprawię - obiecuję!). Poczęstowałam nią koleżankę z lekką obawą pt. "czy to jest w ogóle smaczne oprócz tego, że jadalne?". Jednak bardzo jej smakowało i była pozytywnie zaskoczona. Stąd pewność, że ten smak może przypaść do gustu nie tylko mi, ale i innym osobom, które lubią rybę.

Do przygotowania tego dania potrzebujemy:
- 3 pomidory
- zielone oliwki (bez pestek)
- 1 dużą cebulę
-  łosoś w sosie własnym w puszce (200 g)
- ok. 250 g makaronu świderki
- pieprz, sól, zioła prowansalskie, bazylia, czosnek
- łyżka lub dwie oleju

- opcjonalnie: ser (ja użyłam serka śmietanowego w plastrach z ziołami (kupuję go w Biedronce) - jednak nie sprawdził się w tej roli za bardzo. Położyłam go na wierzch ale nie roztopił się i trochę wysechł. Ale gdy widelcem wymieszałam go z makaronem fajnie smakował. Dlatego na drugi raz spróbuję wkruszyć trochę sera typu Feta lub Lazur.)

...w trakcie przygotowań

1. Gotujemy makaron al dente. Po odcedzeniu wrzucamy go do naczynia żaroodpornego. 
2. Kroimy pomidory na małe kawałki.
3. Kroimy cebulę w kostkę i smażymy.
4. Odsączamy sos własny z puszki, by pozostał sam łosoś. To samo robimy z oliwkami.
5.  Łączymy wszystkie składniki z makaronem tj. cebulę, pomidor, łosoś i oliwki. 
6. Doprawiamy. Dajemy sporo pieprzu i ziół, soli nie tak dużo bo łosoś jest już bardzo słony.
7. Na wierzch kładziemy ser, jaki nam się tylko zamarzy. Możemy również polać zapiekankę słodką śmietanką. I zapiekamy ją - 200 C, na ok. 15 minut tak by, była ciepła i roztopił się ser.

 
...jeszcze tylko przyprawić


 ...położyć ser i gotowe - możemy włożyć ją do piekarnika.

Porcja dla 3,4 osób.
Czas przygotowania: błyskawiczny.

Etykiety: łosoś, makaron, oliwki, zapiekanka 1 komentarze

Sałatka na letni dzień

07:58 | Publish by Mara

Dawno nie pisałam a to dlatego, że moja głowa ostatnio była zajęta tylko nauką. Egzamin zdany, więc było co świętować. Przyjechał M. i spędziliśmy całe popołudnie na balkonie. Pogoda sprzyja, więc próbuję nacieszyć się jeszcze końcówką wakacji. Lubię wchłaniać każdy promień słońca i łapać energię bo wiem, że jeszcze chwila i zaczną się kurtki, botki, szaliki a dalej czapki, rękawiczki.. Na samą myśl mi zimno! Dlatego notka poświęcona będzie sałatce, która jest lekka, prosta do wykonania i kojarzy mi się z piknikiem. Może nam posłużyć jako dodatek, gdy robimy grilla lub jako lekki obiad czy kolacja podana z kromką chleba. Jak przyjdą mrozy, to wrócę do niej i popatrzę z utęsknieniem :)

Udajemy się do sklepu, by kupić:
- ok. 10-12 sztuk pieczarek jeśli są na wagę lub małe opakowanie pieczarek
- 100-120 g suszonych pomidorów (kupiłam je na wagę w markecie, ale są także dostępne w słoikach np. w zalewie czosnkowej)
- 1 duży ogórek
- ser typu Feta lub ser kozi (ja używam zawsze z firmy Mlekovita, waga: 270g)
- 1 główka sałaty lodowej
- 1 sos sałatkowy (ja bardzo lubię sosy z firmy Knorr, do sałatki dodałam "koperkowo-ziołowy" ale pasować będą także inne np. : "grecki", "włoski" lub "francuski: vinaigrette")
- 2 łyżki oleju lub oliwy
- 2 łyżki wody przegotowanej
- ząbek czosnku
- pieprz, sól i przyprawy takie jak: zioła prowansalskie, bazylia, oregano




No i bierzemy się do roboty:
1. Jak zwykle wszystkie warzywa oraz pieczarki myjemy. 
2. Rwiemy sałatę lodową rękoma. Pomidory suszone kroimy w paseczki. Pieczarki obieramy i kroimy w plastry (nie za cienkie żeby nie połamały się podczas mieszania sałatki). Ogórka nie obieramy, tylko umytego od razu kroimy w plastry (nie za cienkie, nie za grube).
3. Kroimy ser Feta w kosteczkę. Fajnym trikiem, którego nauczyłam się, pracując kiedyś w pizzerii, jest nalanie do szklanki gorącej wody i moczenie w niej noża co jakiś czas. Jest to znaczne ułatwienie - do noża nie lepi się ser, a kostki sera są równe.
4. Mieszamy sałatę, pomidory, ogórek, pieczarki i ser typu Feta w misce. Rozrabiamy w szklance sos sałatkowy z olejem i wodą i wlewamy go do sałatki. Na koniec przyprawiamy solą, pieprzem i ziołami i delikatnie mieszamy. 
5. Warto zostawić kilka kostek Fety i położyć je na końcu na wierzch sałatki i posypać bazylią. Nadaje estetycznego wyglądu :)



Sałatkę podałam z ciemnym chlebem słonecznikowym, posmarowanym masłem.


...a do picia w kubkach mamy krem z brokułów (przepis już znacie).

Etykiety: pieczarki, sałatka, ser feta, suszone pomidory 1 komentarze
« Nowsze posty Starsze posty »
Subskrybuj: Komentarze (Atom)

Warto zajrzeć

  • Zespół Aspergera
    Dorosły i daleko
  • Szulinkowo
    Kartofle, pyry, ziemniaki i grule.
  • MAFFASHION
    mix inspirations 25/05/15
  • Ania w kinie
    Dlaczego Wataha nie daje rady

Menu

  • ►  2013 (8)
    • ►  października (1)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (2)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  lutego (3)
  • ▼  2012 (13)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (1)
    • ▼  września (4)
      • "Niosę ci jeżyn kosz. Na pociechę - jedz!"
      • Zupa krem z podgrzybków
      • Adieu Frankfurt!
      • Sałatka na letni dzień
    • ►  sierpnia (2)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (1)

Blog odwiedziło

Translate

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Copyright (c) 2010 kulinarne czary Mary. Design by Template Lite
Download Blogger Templates And Directory Submission.